Zaproponowany tytuł kolejnego numeru kwartalnika nawiązuje do jednej ze sfer relacji duchownych najbardziej dziś opisywanych i ukazywanych w mediach. W znacznej mierze dotyczą one dramatycznie zaprzepaszczonych więzi z dziećmi, a wręcz przestępstw, jakich dopuścili się duchowni w ostatnich dziesięcioleciach. Mylne byłoby jednak przekonanie, że w takiej sytuacji należy jedynie nabrać dystansu do dzieci, by uniknąć problemów. Jakie zatem rozwiązania wychowawczo-duszpasterskie są trafne?

Jako chrześcijanie, mamy żyć nowością, jaka zaistniała w świecie dzięki wcieleniu Słowa i dzięki całej zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Nie będzie to jednak możliwe bez otwarcia się na nią w każdym aspekcie ludzkiego życia. W nim zaś, z różnych racji, na szczególną uwagę zasługuje etap bycia dzieckiem.

(…)Dzisiaj świat przeszedł zmiany, które w ogromnym stopniu odbijają się na rodzinie. Rodzice – bardzo często oboje – istotną część dnia spędzają poza domem, nie mając czasu ani dla siebie nawzajem, ani dla dzieci. Także dzieci długo pozostają poza domem – w przedszkolu, szkole, na zajęciach dodatkowych – a kiedy wracają, bardzo dużo czasu spędzają przed ekranami różnych mediów cyfrowych, które zamiast życia rodzinnego promują indywidualizm.

(…)Zdejmowanie z dziecka poczucia winy za nieudane małżeństwo rodziców powinno wiązać się ponadto ze wzmacnianiem jego poczucia wartości. To poczucie bywa zaniżone ze względu na zaistniałą sytuację. Dziecko przestaje wierzyć we własne możliwości. Jego życiowy start jest obiektywnie trudniejszy niż start rówieśników, ale to nie znaczy, że automatycznie niczego nie uda mu się w życiu osiągnąć.

(…) Edmund Bojanowski (1814-1871) był świeckim założycielem zgromadzenia zakonnego, które zajęło się pomaganiem ubogim i chorym, wychowaniem dzieci (zwłaszcza biednych, sierot, opuszczonych), przygotowaniem religijnym dziewcząt do pełnienia przyszłych ról i obowiązków, pojmowanych jako droga prowadząca do Boga. Po studiach, przerwanych z powodu choroby, powrócił w rodzinne strony, gdzie poświęcił się pracy społecznej, starając się niwelować skutki nędzy ludu wiejskiego.

(…)„Czasem ksiądz wyznaczony do nauki religii w szkole po prostu się do tego nie nadaje. Musi się do tego przyznać przed swoim zwierzchnikiem” – mówi inny z księży diecezji opolskiej, który jest katechetą/nauczycielem religii w szkole. Najpierw jednak ksiądz musi umieć przyznać się do tego przed sobą.

(…)W świecie ludzkich serc zanurzonych w piekielnym mroku dzieci jawią się jako światło. Obdarzone w powieściach pełną autonomią humanizują świat, nadają życiu ludzkiemu poczucie sensu. Reprezentują afirmatywną postawę wobec całego stworzenia, ich istnienie jest nieprzemijającym opowiadaniem się po stronie życia.

Wciąż w rozmaitych kontekstach, debatach i w przestrzeni medialnej powraca sprawa ochrony życia poczętego. A jeśli mówi się o ochronie życia od poczęcia, to powraca kwestia aborcji, jej dostępności i dopuszczalności przez prawo, a także procedury in vitro, będącej de facto aborcją selektywną.

(…)Rewolucja moralna dotyczy wyłącznie seksu. Nie można ukraść komuś pieniędzy i nie trafić do więzienia, ale można bezkarnie ukraść komuś żonę. Nie można oszukiwać swojego prawnika i nie ponieść za to dotkliwej kary, ale można oszukiwać swoją żonę, i to ona jest za to surowo ukarana.

(…)Na mocy nowych ustaw oświatowych gimnazja zostały zniesione, muszą ulec przekształceniu lub wygaszeniu. Roczniki uczniów, które są jeszcze w trakcie edukacji gimnazjalnej, dokończą ten etap nauki. Co dalej? Szkolnictwo katolickie przejdzie taką samą transformację, jak szkolnictwo samorządowe.

(…)Na nasze nieszczęście, zanim uświadomiliśmy sobie powagę sytuacji, wielu duchownych, wyżej i niżej w hierarchii, początkowo wypowiadało się w mediach w sposób niezręczny, nieprzejrzysty, a nawet – powiedziałbym – niezbyt uczciwy.

(…)Uczeń Jezusa nie może być celebrytą, którego jedyną cechą jest bycie nad kimś, na górze. Zamiast być, trzeba stawać się. Dynamizm życia ucznia Jezusa jest wyznaczany przez gotowość zmiany swego sposobu patrzenia i oceniania. Uczeń musi nawracać się w swoim myśleniu na Jezusa, przyjmując proponowane przez niego kryteria i wartości, co wymaga odwrócenia się i porzucenia ludzkich miar wielkości.

(…)Co stoi u podstaw tej narastającej lub odnowionej rezerwy Kościoła wobec powierzania dzieciom publicznej lektury słowa Bożego w liturgii? Z pewnością fakt, że Kościół po reformie nabrał nowego spojrzenia na teksty biblijne, a studia liturgiczne wykazały, jak doniosłą teologiczną rolę ma proklamacja słowa Bożego we Mszy świętej. Dodam jeszcze własną refleksję, związaną poniekąd z mentalnością wiecową i koncertową, o których wspomniałem przy problemie modlitwy powszechnej.

(…)Krzyż jest tym, co wyróżnia chrześcijanina. Krzyż nam pomaga i uczy nas kochać, przebaczać, patrzeć na innych tak, jak Bóg ich kocha, przebacza im i na nich patrzy. Chrześcijanin może naprawdę poznać Boga tylko poprzez Krzyż. Patrząc, jak Jezus umiera na krzyżu, rzymski setnik rozpoznał w Nim Boga i zawołał: „Istotnie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39).

Każde dziecko jest inne i niepowtarzalne, lecz wszystkie dzieci łączy to, że stoją u progu życia. Św. Jan Paweł II widział w dzieciach przyszłość ludzkości i Kościoła. Dostrzegał w ich oczach nadzieje, ale i dramaty współczesnego świata. Początek jego pontyfikatu zbiegł się z obchodzonym w 1979 roku Międzynarodowym Rokiem Dziecka.

(…) W program szkolny było wpisane zadanie przekazywania wiedzy religijnej. Dlatego raz w tygodniu odbywały się lekcje religii nazywane również nauką doktryny chrześcijańskiej. W klasach niższych uczono się na pamięć pytań i odpowiedzi z małego katechizmu św. Piotra Kanizego. Uczniowie klas wyższych oraz studenci słuchali konferencji o prawdach wiary, przygotowanych na podstawie dużego katechizmu tegoż autora.

(…)Warto jeszcze ostrzec przed czymś, co dla mnie i wielu moich kolegów stanowiło swoisty problem. Otóż trening mentalny dążył do zintegrowania ciała i umysłu tak, by zawsze być gotowym na jakikolwiek atak. Widząc na przykład człowieka w windzie, zaczynałem wizualizację: gdyby mnie zaatakował, musiałbym tak i tak zareagować.

(…)Byłam studentką czwartego roku, od tylu też lat mieszkałam w Warszawie, daleko od domu rodzinnego. Urodziłam się w Sofii, moja mama była Polką, ojciec Bułgarem, gorliwym komunistą. Nie zostałam ochrzczona, dom pod względem światopoglądowym był pęknięty, a na zewnątrz wiara w Boga była niszczona i wykorzeniana w sposób niewyobrażalny. W szkole ideologia i kłamstwa, teoria Darwina z komentarzami, teoria Oparina o stworzeniu świata, nieustanne pranie mózgów, takie, jakiego chyba nie było w Polsce nawet w czasach stalinizmu.

(…)Na parafię przybył kolejny neoprezbiter – Jarosław. Był niczym promień radości i góra ufności. Każdy gest, słowo, działanie rozjaśniał dobrym, ufnym spojrzeniem i zaraźliwym, tryskającym radością uśmiechem. Gdy ktoś był konfliktowy, w jego oczach pojawiało się zdziwienie z nutą zakłopotania, jak u bardzo miłowanego dziecka, które pierwszy raz widzi czyjąś złość. Czasem w oczach zabłysnął smutek, gdy adwersarz nie ustąpił wobec łagodności i logiczności argumentów o. Jarosława.

(…)Wielką radością dla mnie było to, że przełożeni seminarium pozwolili mi współpracować z harcerzami w Krakowie. Włączyłem się w pracę duszpasterską w małopolskim ZHR. W tym czasie dane mi było poznać Organizację Skautingu Katolickiego, który wchodzi w skład Federacji Skautingu Europejskiego (FSE).

(…)Zwykle osoba pocieszana jest zaskoczona i tym samym onieśmielona zachowaniem swego autorytetu. Albo wchodzi w stan odrętwienia, w którym trwa do końca, albo początkowo próbuje coś zrobić, ale siła zachowań i pożądliwy szept ją zniewala. Ofiara została owładnięta myśleniem, że została wybrana, by nieść teraz pomoc komuś, kogo wielu podziwia.

(…)Ks. Szymon miał mnóstwo ciekawych pomysłów, do których potrafił nas skutecznie zachęcić. Był dla nas przyjacielem, rozumiał nas, słuchał, ale – co bardzo ważne i co dziś szczególnie cenię – nigdy nie był naszym kumplem. Pomimo wielu żartów, jakie często towarzyszyły naszym spotkaniom, bardzo go szanowaliśmy i słuchaliśmy, a jego radość i entuzjazm udzielał się nam wszystkim.

Obecny bp Henryk, jeszcze jako prefekt seminarium, zabrał nas kiedyś na tak zwaną Mszę świętą specjalną do Wspólnoty Wiara i Światło w Białymstoku. To było moje pierwsze spotkanie z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, które są w konkretnej grupie, mającej jakąś stałą formację. Wspólnie się modlą, rozważają słowo Boże, tworzą więzi i przyjaźnie razem z osobami sprawnymi. Później, w pierwszej swojej parafii opiekowałem się taką wspólnotą, potem przyszły studia specjalistyczne z katechetyki specjalnej, Msze święte „specjalne”, przygotowanie dzieci niepełnosprawnych w stopniu głębokim i ich rodziców do sakramentów.

 

Kiedy jakiś autor próbuje poruszyć temat istoty kapłaństwa, często wpada w ton tak patetyczny, że niezbyt współgrający z realiami życia. Inni z kolei byliby skłonni znaczenie i rolę kapłana strywializować do tego stopnia, by kapłaństwo nikogo nie raziło we współczesnym, zeświecczonym i konsumpcyjnym świecie. W efekcie księża zaczynają nieraz czuć się tak, jakby mieli „wybaczyć sobie samym fakt, że są kapłanami”. Żadnej z tych dwóch skrajności nie ulega Celso Morga, obecnie ordynariusz archidiecezji Mérida-Badajoz, w swej niedługiej, ale bogatej w teologiczną treść książce.

Ogłoszony w grudniu ubiegłego roku przez Kongregację ds. Duchowieństwa dokument dotyczący formacji przyszłych kapłanów Dar powołania do kapłaństwa przypomina o potrzebie formacji permanentnej, aby „nieustannie podsycać «płomień», który daje światło i ciepło do pełnienia posługi”, oraz upodabniać się coraz bardziej do Chrystusa. Cenną pomocą na tej drodze wzrastania w dojrzałości kapłańskiej jest książka Andrzeja Derdziuka OFMCap, będąca zapisem rekolekcji wygłoszonych przed święceniami diakonatu i prezbiteratu dla braci z kapucyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Lublinie.

Głębia umysłu autora, niezwykła erudycja, zadziwiająca pokora, dbałość o jasny, zrozumiały wywód a przede wszystkim wielka miłość do głównego Bohatera przebijają z każdej linijki tekstu. Bycie uczniem Chrystusa i życie z Nim w wielkiej przyjaźni nie przeszkadzają Ratzingerowi z pasją obiektywnego poszukiwania prawdy i niestrudzoną intelektualną konfrontacją odpowiadać na pytanie o to, kim naprawdę jest Jezus i jak za Nim iść. Autor nie ma wątpliwości, że jeśli ktoś decyduje się na pójście za Jezusem, naśladowanie Go, musi Go najpierw poznać. Nawet chrześcijanie mają jednak z tym problem, zwłaszcza gdy oczekują, że Jezus powinien być spełnieniem ich własnych marzeń i w ogóle odpowiadać ich wyobrażeniom o zbawicielu świata.

To praktyczny podręcznik teologii ascetycznej i mistycznej autorstwa jednego z wybitnych ekspertów Soboru Watykańskiego II i promotora odnowy liturgicznej. Choć oryginał został wydany niemal pół wieku temu, nie stracił nic ze swej aktualności. Bouyer przekonuje, że duchowość chrześcijaństwa jest wielkim bogactwem podarowanym nam przez samego Boga. Żaden ze świętych nie tworzył odrębnej duchowości, a tylko ukazywał sobie współczesnym tę jedyną, chrześcijańską, „dostosowaną jedynie – i to raczej w sposobie przedstawiania niż w istocie – do aktualnych potrzeb epoki”.

Pokaźnej objętości dzieło autorstwa 143 polskich i zagranicznych badaczy, pod redakcją naukową specjalistów z Instytutu Pedagogiki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dostarcza wiedzy o wartościach i stanowi – jak zaznacza w Przedmowie bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski – „odpowiedni instrument dla pogłębionego rozumienia wychowania, jego procesu, celów, treści i aktywności poszczególnych podmiotów”.

(…)Ważną cechą Festiwalu jest jego przeglądowy charakter. Wykonawcy wybierają zarówno dawne, zamknięte w klasycznej formie eposu opowieści (świetny Nick Henessey z Wielkiej Brytanii recytował fiński epos Kalewalę), jak i te oparte na poetyckiej czy dramatycznej literaturze (Studnia O. przedstawiła program skomponowany z twórczości Mirona Białoszewskiego, a francuska wykonawczyni Jeanne Ferron zbliżony do teatru jednego aktora spektakl Historia Julii i jej Romea na podstawie dramatu Szekspira), aż po historie przekazywane w tradycji ustnej z pokolenia na pokolenie (Janet Pankowsky – meksykańska wykonawczyni o polskich korzeniach – Opowieści ze sznurka na pranie).

Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.