Drodzy Czytelnicy!

Tematem przewodnim bieżącego numeru naszego kwartalnika jest problematyka związana z obecnością księży w mediach.
1. Chcielibyśmy skłonić naszych Czytelników, po pierwsze, do zastanowienia się nad racjami, które przemawiają za tym, aby pokazywać się / nie pokazywać się w mediach. Celowo pojawia się tu słowo ?pokazywać się?, gdyż potrzeba pokazywania się, zwracania na siebie uwagi jest głęboko zakorzeniona w człowieku. Sama w sobie wydaje się także moralnie neutralna, to znaczy może być wykorzystywana do tego, by służyć innym, szerzyć w świecie dobro i głosić Ewangelię. Czasem jednak zostaje wyko­rzystana do zaspokojenia własnej próżności. Kłopot w tym, że motywy po­ka­zywania się księży w mediach bywają nie tylko różnorodne, ale rów­nież nie zawsze w pełni uświadomione (ks. T. Bieliński). Stąd zaproszenie do dostrzeżenia naszej postawy wobec mediów oraz uświadomienia sobie pokus czyhających na telewizyjnych i radiowych kaznodziejów.

Dzisiaj nikogo już nie dziwi obecność księży w telewizji, radiu czy prasie. Pojawiają się oni nie tylko w audycjach religijnych, ale również w programach informacyjnych, publicystycznych, a nawet rozrywkowych. Co więcej, w Polsce osoby duchowne występują w mediach dużo częściej niż na zachodzie Europy. Spowodowane jest to ciągle znaczącą pozycją Kościoła w życiu społecznym.

Rozmowę panelową z udziałem KS. BP. JÓZEFA KUPNEGO, biskupa pomocniczego archidiecezji katowickiej, PIOTRA SEMKI, publicysty, KS. PIOTRA MAZURKIEWICZA, politologa z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i redaktora "Pastores", oraz KS. WOJCIECHA WĘCKOWSKIEGO, redaktora "Pastores", prowadzi PAWEŁ BIELIŃSKI, dziennikarz Katolickiej Agencji Informacyjnej

Dziennikarze to poszukiwacze newsów, czyli ciekawych informacji. W ostatnim czasie bardzo ich zajęła sprawa ujawnienia przez jednego z księży zakonnych podejrzeń o molestowanie nieletnich przez księdza diecezjalnego z archidiecezji szczecińskiej. Większość reakcji kościelnych, zwłaszcza ze strony hierarchii, ograniczała się do twierdzenia, że jest to atak na kapłanów i próba obniżenia autorytetu Kościoła. Czy można zgodzić się z taką opinią? Czy rzeczywiście był to atak na Kościół i na duchownych?

Stosunek Kościoła do internetu cechuje bardzo ciekawa ambiwalencja. Oscyluje on bowiem między odrzuceniem a fascynacją. Większość teologów artykułuje swój dystans i widzi w nim przede wszystkim zagrożenie, wskazując zwłaszcza na kwestię redefinicji pojęcia wspólnoty. Gdzieś pośrodku sytuuje się Magisterium Ecclesiae, które widzi w internecie zarówno szansę duszpasterską, jak i zagrożenie duchowe. Zupełnie po drugiej stronie plasuje się znakomita większość, zwłaszcza młodych księży, którzy z pochyloną głową przemierzają bezkresny świat internetu. A wszyscy oni są przecież naszymi niedzielnymi kaznodziejami.


Internet jako pomoc kaznodziejska?

Co więc robi kaznodzieja w internecie? Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, czym ten internet dla niego jest. Szukając odpowiedzi na pytanie o internet jako pomoc kaznodziejską, warto odwołać się do trzech metafor.

Śmietnik
Jacek Fedorowicz powiedział kiedyś, że Ameryka to tak ogromny świat, że jeśli dobrze poszukać, to znajdzie się w niej wszystko, nawet stare numery ?Trybuny Ludu?. O podobne stwierdzenie można się pokusić także w odniesieniu do internetu. Da się w nim bowiem znaleźć niemalże wszystko. Do najważniejszych cech internetu jako medium należy jego wyjątkowa dostępność, znikoma kontrolowalność i wysoki współczynnik zmienności. Nie chodzi tutaj jedynie o dostępność odbiorcy, uwarunkowaną de facto tylko przez czynniki techniczne: posiadanie komputera i dostęp do sieci, co jest dzisiaj relatywnie coraz tańsze. Tym, co wyróżnia internet jako medium, jest dostępność w sensie nadawczym. Inaczej niż w innych mediach, jak prasa, radio czy telewizja, teoretycznie bowiem każdy użytkownik sieci może stać się nadawcą. Do tego nie jest konieczna nawet swoja prywatna strona, istnieje przecież wiele witryn opartych na forach dyskusyjnych lub publikujących, czasami bez większej selekcji, nadesłane teksty, zdjęcia czy nagrania.
Internet to także medium szybkie. Współczynnik zmienności jest tu daleko większy niż w przypadku innych środków przekazu. Strona, która staje się martwa, przestaje być interesująca. Mediatyzacja życia osiąga tutaj swoje (być może tylko tymczasowe) apogeum. Już nie jest tak, że ? jak się kiedyś mówiło ? istnieje tylko to, co pokazano w telewizji, ale istnieje tylko to, co ma swoją elektroniczną reprezentację w internecie.
Co więc robi kaznodzieja w śmietniku? Szpera. A to szperanie może okazać się dla niego bardzo niebezpieczne.
O. Raniero Cantalamessa OFMCap w kazaniu na Wielki Piątek w 2006 roku powiedział, że ?żyjemy w epoce mediów, a media bardziej niż prawdą zainteresowane są nowością?. Cechą charakterystyczną śmietnika jest to, że rzeczy, które wczoraj jeszcze były nowe, dziś już są stare i nadają się jedynie do wyrzucenia. Śmietnik internetowy ?skazany? jest na nieustanną nowość, której synonimem staje się sensacyjność. Źle by się stało, gdyby kaznodzieja miał czerpać wiedzę o życiu i o świecie ze śmietnika. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby obraz internetowy, medialny stał się dla niego jedynym modelem rzeczywistości. Mówiąc jeszcze inaczej, gdyby był przekonany, że jest tak, jak to widać w sieci.
Poprawność głoszenia Słowa w Kościele zależy także od właściwej wizji świata, w którym się żyje. I chodzi tutaj nie tylko o wizję fenomenologiczną, o zwykły opis świata, ale również o jego wizję teologiczną, o jego istotny sens. Kaznodziejstwo oparte jedynie na wiedzy medialnej skażone jest wizją pesymistyczną, negatywną, gnostycką, gdzie szala walki między dobrem a złem przechyla się na stronę zła, które zdaje się triumfować. Kaznodzieja musi się absolutnie wyzwolić z takiego obrazu świata.
Jaki jest więc świat? Na to pytanie chciałoby się ? parafrazując znany cytat z Nowych Aten Benedykta Chmielowskiego ? odpowiedzieć: ?Świat jaki jest, każdy widzi?. Niestety, każdy go widzi tak jak chce. Ale jak go powinien widzieć teolog, kaznodzieja? O. Raniero Cantalamessa w wielkopiątkowej homilii z 2003 roku zacytował słowa św. Franciszka: ?Człowiek, jaki jest przed Bogiem, taki jest, a nie inny?. I parafrazując św. Franciszka dorzucił: ?Świat, jaki jest przed Bogiem, taki jest, a nie inny?. Albowiem ?świat pojednany, który stał się czymś jednym w Chrystusie, już istnieje. Chodzi o to, co widzi Bóg, gdy spogląda na naszą poranioną planetę, On, który obejmuje swoim spojrzeniem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość?.
Taka jest ? można by powiedzieć ? najbardziej wewnętrzna struktura i natura świata. Owszem ? jak przypomina św. Paweł ? świat został poddany marności, ale ten sam świat ?jęczy i wzdycha w bólach rodzenia? (Rz 8,22). Zadaniem kaznodziei jest pod powłoką medialnej sensacyjności i nowości, których postać przemija (por. 1 Kor 7,31b), widzieć świat prawdziwy, to znaczy świat zbawiony, odkupiony i pojednany, czyli taki, jakim on jest w oczach Bożych. (?)

Czy da się dziś żyć bez oglądania telewizji, słuchania radia, surfowania po internecie i czytania prasy? Z tym pytaniem w minione wakacje zwracałem się do wielu ludzi. Prawie wszyscy odpowiadali: życie bez me­diów jest dziś niemożliwe.

Pierwsze skojarzenie, jakie na ogół narzuca się człowiekowi, gdy usłyszy, że coś jest ?katolickie?, każe mu to rozumieć jako ?mające związek z Kościołem?, oczywiście katolickim. Katolicka prasa, katolickie organizacje, katolicka szkoła, uniwersytet i szpital, wreszcie katolickie wydawnictwa, prasa, radio, telewizja, a od kilkunastu lat katolickie strony w internecie. To, co Kościół posiada w sensie materialnym, czym administruje albo nad czym sprawuje duchową bądź prawną opiekę, jest dla przeciętnego człowieka katolickie, czyli kościelne.

Choć komputery i internet są dziś nieodłącznym elementem ludzkiej pracy i relaksu, to jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu było zupełnie inaczej. Najnowsza historia przyniosła ze sobą szeroki dostęp do informacji i wymianę wiadomości, w wyniku czego doszło do znaczących zmian w procesie kształcenia i wychowania, a także do zmiany mentalności wielu grup społecznych, co w skrajnych przypadkach doprowadziło do nowych patologicznych zachowań. Od tego przemożnego wpływu techniki nie pozostają wolni, niestety, ani klerycy, ani księża (w dodatku nie tylko ci najmłodsi, wychowani w epoce internetu, ale również ci starsi, którzy kiedyś potrafili doskonale spełniać się w kapłańskim posługiwaniu bez użycia komputera).

Kulturą medialną tłumaczymy coraz częściej wszelkie negatywne, codziennie napotykane zjawiska. Mówimy, że przejawia się ona na przykład w złym zachowaniu dzieci i młodzieży, we wtórnym analfabetyzmie lub niekiedy w braku odpowiedzialności za drugą osobę. Często nawet wydaje się nam, że jest ona takim karcianym jokerem, który dobrze pasuje do wytłumaczenia każdej sytuacji. Ten rodzaj kultury, występujący we współczesnych społeczeństwach, niekonieczne musi mieć tylko i wyłącznie negatywny wymiar. W wielu bowiem przypadkach kultura medial­na jest ważnym soborowym ?znakiem czasu?, który niewątpliwie należy wziąć pod uwagę, by skuteczniej ewangelizować.

Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.