(…) Po tych wakacjach wyjechałam na studia, które – tak się złożyło – były w tym samym mieście, gdzie seminarium Piotra. Czasem odwiedzał mnie w akademiku. Wychodziliśmy na rozmowę. Wciąż prosił, bym powiedziała, czy ma rzucić seminarium. Chce być księdzem, ale na moje słowo wszystko zostawi. Nie mogłam brać na siebie takiej odpowiedzialności. I tak naprawdę wiedziałam, że wcale go nie kocham, nawet nie jestem w nim zakochana.

Na jakimś etapie naszej relacji byłam nim zafascynowana, podobało mi się jego zainteresowanie moją osobą, ale nigdy nie była to miłość. Czułam ogromną niemoc – nie byłam w stanie powiedzieć mu, że nic do niego nie czuję, skoro on dla mnie był gotów porzucić powołanie, mówił o wielkich uczuciach do mnie, a jednocześnie wciąż mnie szantażował i targał moimi emocjami. Koleżanka, z którą odważyłam się bez ogródek porozmawiać o tej sytuacji, nazwała tę relację uzależnieniem. Mądry spowiednik także podpowiedział, że powinnam spokojnie, z perspektywy dziecka Bożego, stojąc duchowo w obecności oblicza kochającego mnie Ojca w niebie, spojrzeć na siebie i na Piotra. (…)

 

 

 

RENA

 

Pastores poleca