Jan inaczej niż pozostali Ewangeliści wprowadza nas do Wieczernika. To nie uczniowie wchodzą pierwsi do Wieczernika, aby na polecenie Jezusa przygotować wszystko to, co jest potrzebne, lecz Jezus wprowadza ich w misterium Paschy. Jest On światłem danym każdemu, aby nikt nie pozostawał w ciemności. Przed wejściem na Paschę Jezus głośno woła: "Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić" (J 12,47). To właśnie dokona się za chwilę w Wieczerniku nie tylko wobec uczniów, ale wobec całego świata.
W Wieczerniku dostrzegamy Jezusa głęboko wzruszonego (zob. J 13,21). Ewangelista odkrywa nam stan Serca, które do końca umiłowało swoich uczniów. Używa tutaj słowa etarachthe, którym opisuje się wzburzone morze bądź trzęsienie ziemi. Serce Jezusa jest mocno poruszone, ponieważ jeden z Jego uczniów za chwilę podejmie decyzję, aby wejść w ciemność (zob. J 13,30), aby dopełnić zdrady Zbawiciela (zob. J 13,27).
W trzech następujących po sobie wersetach pojawia się liczebnik „jeden”, jakby był on imieniem ucznia Jezusa. Znamienne jest to, że Jan, przywołując słowa Jezusa o zdradzie ucznia, używa sformułowania, jakim określi własną relację do Zbawiciela: „jeden z” (J 13,21). Jezus nie mówi do uczniów: „ktoś z was Mnie wyda”, ale mówi: „Jeden z was Mnie wyda”. Na te słowa zaskoczeni uczniowie spoglądają „jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi” (J 13,22). Wreszcie na określenie siebie samego Jan powie: „Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował” (J 13,23).
W ten sposób nie tylko pokazuje kontrast obu postaw uczniów, ale przywołuje jeszcze raz potęgę miłości wobec uczniów, także wobec Judasza. Każdy z nich jest dla Jezusa tym jedynym, niepowtarzalnym, każ­dego kocha jak swego jedynaka. Tutaj potwierdza się raz jeszcze Jego mi­łość do końca. Św. Jan Teolog, zapisując wzruszające słowa o miłości swoich do końca, wyrazi to za pomocą wieloznacznego słowa telos. To samo słowo wypowie Jezus na krzyżu jako ostatnie z siedmiu słów: „Dokonało się!” (J 19,30). Dosłownie w tekście greckim mamy tetelestai. Spośród licznych znaczeń: „spełniać do końca”, „wykonywać”, „czynić doskonałym”, „wtajemniczać”, „uświęcać” najbardziej uderzające są jego dwa znaczenia: „być spełnionym do końca” oraz „doprowadzać kogoś do szczęśliwego końca”. Zatrwożeni tym, co się wydarzyło w Wieczerniku, poruszeni niezrozumiałym poleceniem Jezusa wypowiedzianym wobec jednego z nich, Judasza, uczniowie czują, jak w nich samych narasta niepewność.
Uczniowie otrzymują zapewnienie, że nie pozostaną sami, a są w szczególnym momencie. Nie mogą wprost uwierzyć, że właśnie w tej chwili rozmawiają z umierającym Jezusem. Jan nie pozostawił opisu modlitwy w Ogrójcu, jednak rozpoczął 14. rozdział swojej Ewangelii od słów Jezu­sa, który mówi o zatrwożonych sercach uczniów, a zakończył Jego wezwa­niem: „Wstańcie, idźmy stąd!” (J 14,31).
W pierwszych 14 wersetach w centrum głoszenia Jezusa widać Ojca. Jezus, mówiąc o rzeczywistości śmierci, używa słów bliskich każdemu z nas: „dom Ojca mego”, „wiele mieszkań”, „przygotuję wam miejsce”, „zabiorę was do siebie”. Jezusowi tak bardzo zależy, aby uczniowie Mu uwierzyli, że jedyny raz w całej Ewangelii powoła się na własny autorytet: „Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział” (J 14,2). Mówi to uczniom w taki sposób, żeby jakby na chwilę zapomnieli o całym dramacie tego wieczoru, a zapragnęli tylko jednego: zobaczyć Ojca! (zob. J 14,8). Czyli wszystko w tym tekście w jakiś sposób mówi o tym, co Jezus przeżywał w swojej relacji do Ojca, kiedy rozpoczęła się Jego agonia w Ogrodzie Oliwnym.


Miłość - zapewnienie i wezwanie

Od 15. wersetu – „Jeżeli Mnie miłujecie...” (J 14,15) – spoiwem łączącym cały tekst staje się, powtórzony tutaj dziesięciokrotnie, temat miłości Jezusa. Właśnie tam, gdzie Jego miłość dochodzi do szczytu, także niewierność i zdrada osiągają swój kulminacyjny moment. Uczniowie zatrwożeni tym, co się dzieje (zob. J 14,1), potrzebują Miłości, która im wszystko wyjaśni. Dlatego, choć wcześniej usłyszeli polecenie miłości wzajemnej, teraz słyszą tylko o miłości do Jezusa: „Jeżeli Mnie miłujecie”. To doświadczenie miłości nawraca, „albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,3). Miłość do Jezusa i wypełnienie Jego przykazania to powracający refren tej perykopy. Jezus zatem nie skupia na sobie, ale – wyczuwając ich lęk i niepewność – zaprasza, aby oparli się na Nim, tak jak On opiera się na Ojcu. Uczynił tak umiłowany uczeń, Jan, który jest drogocenną cząstką tej wspólnoty. Jednak mimo iż był tak blisko Mistrza i doświadczył Jego miłości, powie później o chwili, w której ta miłość w nim osłabła. Pięciokrotnie nazywa siebie „umiłowanym” (egapa) uczniem Jezusa. Tylko raz jeden zmieni kategorię ucznia umiłowanego na tego, którego Jezus kochał (efilei). Ma to miejsce zaraz po śmierci Jezusa, kiedy jeszcze nie dotarła do Jana wieść o zmartwychwstaniu Pana. Dopie­ro kiedy dobiegł do pustego grobu Jezusa i zobaczył leżący całun, na nowo uwierzył we wszystko, co słyszał od swego Mistrza i Pana (zob. J 20,2-8).


Duch obecny w życiu ucznia

Kiedy św. Jan Ewangelista mówi o Duchu Świętym, czyni to zawsze w powiązaniu z osobą Jezusa. Zostaje On posłany od Ojca na prośbę Jezusa i w Jego imieniu (zob. J 14,16.26). Kiedy jest mowa o działaniu i posłannictwie Ducha Świętego, Jan używa określenia pneumatos, pneuma, które może oznaczać zarówno to wszystko, co pochodzi od Ducha Bożego, Jego tchnienie, jak i to, co jest duchowe; słowo to oznacza także wiatr jako znak obecności i działania Ducha Świętego. Natomiast kiedy sam Jezus mówi uczniom o obietnicy Ducha Świętego, zostaje użyty przez Jana rzeczownik „Paraklet”. Zatem Jezus podczas swego nauczania nie wszystkim objawia, kim jest Duch Święty, choć rozmawia o Nim w nocnym spotkaniu z Nikodemem (zob. J 3,1-21), a także mówi o Nim zebranym tłumom podczas Święta Namiotów w Jerozolimie (zob. J 7,37-39). Słowo „Paraklet” pojawia się pięciokrotnie wyłącznie w pismach Janowych: czterokrotnie w mowie Jezusa do uczniów w Wieczerniku i raz jeden w Pierwszym Liście Jana, gdzie Chrystusa nazywa on naszym Obrońcą, Rzecznikiem (zob. 1 J 2,1). Duch Święty, Pocieszyciel, jest dany temu, kto miłuje Syna w chwili Jego odejścia. Jest obecny w życiu ucznia, który nie zgorszy się krzyżem Jezusa. To On, Paraklet, broni przed ucieczką od krzyża, w którym ostatecznie wszyscy uczniowie będą mieli udział. Stanie się ten krzyż Chrystusa ich chlubą (zob. Ga 6,14).
Jezus zapewnia: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was” (J 14,18-20).
Sieroctwo to jedna z najboleśniejszych ran, jakiej może doświadczyć człowiek. Jedynie Bóg daje nam życie i nasze istnienie zależy tylko od Niego. „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach” (Iz 49,15-16).
Od chwili śmierci Jezusa na krzyżu i Jego zmartwychwstania nikt nie jest na świecie sierotą. Jesteśmy dziećmi Boga, które On usynowił za cenę krwi swego Syna. Dlatego Jezus mówi: „i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was”.
To słowo Syna o Ojcu i słowo Ojca o Sy­nu. Tym słowem jest Miłość – Parakletos. Jezus pragnie, aby uczniowie zapamiętali to jedno: „Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca” (J 14,21). Jezus pytany o największe przykazanie odpowiada: „Będziesz miłował...”. Ta obietnica i polecenie zarazem znajduje swoje dopełnienie w nakazie, jaki pozostawił nam Jezus. Jak osiągnąć miłość Boga? Okazując miłość ludziom. Jedyna nauka Zbawicie­la to przykazanie wzajemnego okazywania sobie miłości i jest to właściwa droga, aby doświadczyć miłości Ojca. Wtedy „przyjdziemy do niego”. To niezwykłe, ale Bóg chce mieszkać w nas. Przyjście Boga Ojca i Syna jest przyjściem Ducha Świętego. Jest On Duchem Miłości... „i mieszkanie u niego uczynimy”.


Różne przekonywania o grzechu

Duch jest zatem adwokatem (gr. Parakletos, czyli łac. ad-vocatus – „wezwany do”) stającym po naszej stronie, kiedy oskarża nas diabeł, który „jest kłamcą” (J 8,44). Dlatego obok tego określenia pojawia się jeszcze jedno imię Ducha Świętego: Duch Prawdy. Właśnie to drugie imię Ducha Świętego pojawia się u Jana w ścisłym powiązaniu z pierwszym określeniem Ducha Świętego jako Pocieszyciela i Adwokata/Obrońcy. To ważne wskazanie dla naszej modlitwy. Św. Jan napisze później: „Umiłowani, nie każdemu duchowi dowierzajcie, ale badajcie duchy, czy są
z Boga” (1 J 4,1). Kiedy wchodzimy w modlitwę, szukając szczerej więzi z Jezusem, jakże często na jej progu spotykamy oskarżyciela, który chce przekonać o grzechu, ale inaczej, niż czyni to Duch Święty. Przekonać tak, jak przekonał Judasza o grzechu, który wyznając swoją winę wobec arcykapłanów i starszych, usłyszał: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa” (Mt 27,4). Charakterystyczne jest to, że w Ewangelii według św. Jana w tekście greckim zawsze występuje słowo daimonion (jego polskim odpowiednikiem jest raczej „demon”, a nie „zły duch”, co pojawia się w przekładzie np. J 7,20; 8,48; 10,20-21). Określa się nim bóstwo, które chce być jak Bóg. W ten sposób Ewangelista podkreśla, że prawdziwe życie duchowe należy tylko do Boga. Kiedy bowiem mówi się: „zły duch”, można odnieść wrażenie, że istnieje jakieś życie duchowe pochodzące od demona. Diabeł nie daje życia. Tylko Bóg jest źródłem życia.
Bóg mówi prawdę. Jeśli trzeba, upomina, ale nie pozbawia dziecięctwa Bożego. Jego działanie niesie pokój i radość z przebaczenia, ponieważ jest On jedynym Pocieszycielem. Dlatego św. Paweł, który wie, co to znaczy „być zdobytym przez Chrystusa” (por. Flp 3,12), pisze: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: «Abba, Ojcze!»” (Ga 4,6).
Po tym rozeznajemy, jaki „duch” szepce nam do serca. On, Pocieszyciel, przychodzi właśnie w chwili naszego osamotnienia, opuszczenia, jakim jest przekonanie, że nie jesteśmy godni nazywać się dziećmi Bożymi. Przychodzi powiedzieć: Bóg jest twoim Ojcem, a ty Jego dzieckiem umiłowanym, w którym „ma upodobanie” (por. Mk 1,11). Temat relacji Syn – Ojciec w Ewangelii Jana jest niezwykle mocno podkreślony. Jezus mówi w Wieczerniku apostołom o Ojcu, którego miłuje, pragnąc jednocześnie, żeby i oni byli z Nim (zob. J 14,2-3). Co więcej, pragnie przyjść do serca ucznia, aby tam „uczynić sobie mieszkanie” (por. J 14,23). Sprawia to Miłość, czyli Duch, który zstąpił na Jezusa i na Nim pozostał (zob. J 1,32-33). Św. Jan na opisanie tej rzeczywistości przywołuje czasownik, który obok znaczenia „pozostawać”, „przebywać”, „mieszkać” (meno) wskazuje również na trwanie. To Słowo aż 11 razy pojawi się w 15. rozdziale, kiedy Jezus będzie prosił, aby uczniowie w Nim trwali (dosł. mieszkali), tak jak On w Ojcu. Dla uchwycenia tej treści trzeba powrócić do 13. rozdziału, kiedy to Jezus po umyciu nóg apostołom i tragicznym wyjściu w noc Judasza, świadom bliskiego rozstania, zwraca się do nich niezwykle serdecznie, mówiąc: „Dzieci” (J 13,33). W tym słowie chce im powiedzieć wszystko, co do tej pory dla nich uczynił. Co zatem znajduje się w centrum przesłania Tego, który ma być posłany uczniom jako dar od Ojca? O czym ma przypomnieć Pocieszyciel i czego ma nauczyć? Jezus pozostawił uczniom nie tylko gesty i słowa świadczące o Jego miłości, ale sam stał się pieczęcią, jaką Ojciec odcisnął na Ewangelii, na „nowym przykazaniu” (por. J 13,34). W ten sposób uwierzytelnił to wszystko, co powiedział uczniom w Wieczerniku. Uczniowie w chwili zgorszenia i grozy męki, ukrzyżowania i strasznej śmierci Jezusa zapomnieli o wszystkich słowach i znakach miłości. W ich sercach śmierć Jezusa przynosi rozczarowanie. Nie czują się kochani przez Boga. Czują się bardziej sierotami niż Jego dziećmi, pomimo zapewnienia ze strony Jezusa, że „nie zostawi ich sierotami” (por. J 14,18) Jan Ewangelista wyrazi ten stan osierocenia słowem orfanos, które oznacza osamotnienie i opuszczenie. Od chwili pojmania Jezusa tak właśnie czują się Jego ucz­niowie.
Pocieszyciel jest posłany do ich serc i przypomina im fundamentalną sprawę dla życia ucznia Chrystusa: jesteśmy tak kochani przez Boga, jak ukazał nam to sam Jezus, Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie. Duch Pocieszyciel sprawia w sercach uczniów, iż czytają znaki śmierci jako znaki życia i miłości. Dlatego Apostoł Paweł powie, że nie chce „niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2).


Prawda o relacjach

Doznanie miłości bądź jego brak jest najwcześniejszym doświadczeniem każdego człowieka, związanym z domem rodzinnym. Dom i miłość to dwie rzeczywistości naszego życia silnie związane ze sobą. Dlatego Jezus zaprasza nas „do domu Ojca” (J 14,2).
Wejdźmy zatem w klimat tego spotkania. Pomoże nam w tym sposób, w jaki Ewangelista zapisuje słowa Jezusa. Zachodzi tutaj gra słów, których polski przekład nie oddaje. Język grecki rozróżnia dwa odcienie słowa „dom”. Budynek mieszkalny wyrażany jest przy pomocy słowa męskiego rodzaju „dom” (oikos). Natomiast tutaj św. Jan słowa Jezusa o domu Ojca oddaje za pomocą żeńskiej formy oikia, wskazującą na dom w takim sensie, w jakim mówi o nim człowiek powracający po długiej i trudnej podróży: „Nareszcie w domu, u siebie”. Jezus mówi o domu, do którego pragnie się powracać. To dom, który promieniuje szczęściem kochających się osób, w którym doznaje się miłości, przyjaźni.
Warto otworzyć także serce swojego domu i zaprosić Go po raz kolejny do swojego życia. Wpatrzeni w Jezusa, który mówi nam o domu Ojca, możemy opowiedzieć Mu o własnym domu rodzinnym, o najbliższych, jak również przywołać w modlitwie miejsce, w którym mieszkamy, i osoby, z którymi obecnie dzielimy życie. Jakie uczucia nam towarzyszą, kiedy wracamy do tego miejsca? Czy możemy je nazwać swoim domem? Czy zapraszamy Ojca i Syna do życia wspólnoty, z którą dzielimy swoją codzienność? Czy prosimy dla nas o obecność Ducha Świętego, Pocieszyciela?
Jezus zwierza się z intymnego pragnienia. Zanim zabierze nas do domu Ojca, prosi już teraz, abyśmy weszli w głęboką zażyłość z Bogiem. Ojciec i Syn chcą zamieszkać w naszym życiu. Jezus, świadom odejścia z tego świata, szuka domu przyjaciół. Dzieli się najgłębszym pragnieniem, aby w nas zatrzymać się i zamieszkać. „Jego domem my jesteśmy” (Hbr 3,6). Pragnąc przyjąć Jezusa do swego domu, musimy zapytać samych siebie o miejsce, jakie wyznaczyliśmy Mu w swoim życiu. Miejsce Ojca i Syna wskazuje nam Duch Święty – Duch miłości.
Jezus, pytając nas o miłość, patrzy uważnie w oczy naszych braci i sióstr, tam szukając odpowiedzi. Co chcielibyśmy powiedzieć Jezusowi o tych osobach? W jaki sposób sami odczytujemy ich spojrzenia? Co one nam mówią? Zatrzymamy się na chwilę z Jezusem, aby wraz z Nim spojrzeć na twarze tych osób. Które z tych relacji chcielibyśmy teraz przedstawić Jezusowi, aby je pobłogosławił lub uzdrowił?
Jezus zna naszą kruchość, dlatego On sam będzie prosił Ojca, aby posłał uczniom Pocieszyciela. To słowo obietnicy Jezusa jest jak balsam na zatrwożone serca uczniów. Kiedy jednak przyszło zgorszenie krzyża, uczniowie zapomnieli o wszystkich tych słowach Jezusa. Gdy przychodzi w naszym życiu krzyż, którego nie wybraliśmy i którego nie akceptujemy, pojawia się w nas nierzadko „brak pamięci” o tym wszystkim, co było głęboką więzią między nami a Jezusem. „Zapomina­my się” w naszych duchowych zobowiązaniach i złożonych ślubach tak dalece, że jesteśmy zdumieni sami sobą. Dlatego codziennie potrzebujemy Nauczyciela – Ducha Świętego. Grzech wyrasta niejako z nie­pamięci o miłości Boga. Chcemy prosić Jezusa w Jego imię o Ducha Prawdy i Pocieszyciela. Po raz kolejny Jezus zapewnił o skuteczności naszej modlitwy w Jego imię: „O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię” (J 14,14). Jezus chce, abyśmy przyłączyli się do Jego prośby do Ojca o dary Ducha Świętego: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15,10-11); „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16,23-24).
Pragniemy tę więź z Duchem pocieszenia i prawdy, o którą prosi nas Jezus, uczynić swoją codzienną zażyłą i serdeczną relacją z Bogiem. Chcemy zatem zaprosić Go do swoich relacji, zwłaszcza do tych, które aktualnie tworzą nasz dom. W głębi serca chcemy pytać o prawdę swoich więzi z Bogiem i bliźnimi, aby dostrzec to, co je buduje, ale także to, co je osłabia.
Duch Święty Pocieszyciel jest źródłem prawdziwej radości. Słuchamy Jezusa, w obliczu męki i śmierci mówiącego o radości, której nikt nam „nie zdoła odebrać” (J 16,22). Jest to radość ucznia, który cieszy się z od-
zyskanej relacji z Jezusem, jaką utracił, opuszczając Mistrza z własnego lęku o siebie.


Przemiana serca

Zatrzymamy się teraz przy Jezusie, który zapewnia, że Duch Święty stanie się naszym Nauczycielem. To On przypomni najważniejsze słowo Jezusa, które ma moc zmienić nasze życie, tak jak zostało zmienione życie Piotra, kiedy w chwili swego grzechu „wspomniał na słowo Pana” (por. Łk 22,61). Będziemy prosić gorąco Ducha Świętego, abyśmy przypomnieli sobie i zachowali w sercu najważniejsze słowo Jezusa z Ewangelii wypowiedziane do nas. W jakich okolicznościach życiowych je usłyszeliśmy?
Duch Ojca i Syna, Paraklet, jest darem, o jaki uczniowie nie prosili, ponieważ Go jeszcze nie znali. Jezus, udzielając im Ducha Świętego, przekracza ich prośby i pragnienia. Jemu pragniemy powiedzieć o swoich prawdziwych radościach, ale także o tym wszystkim, co nosiło znamiona przyjemności, która pozbawiała nas na zawsze radości. Powiemy Duchowi Świętemu o swoim najgłębszym smutku. Oddamy Mu przyczynę tego smutku, by nasze serce mogło napełniać się radością.
Jesteśmy w Wieczerniku z Jezusem i wspólnotą, którą On powołał. Jesteśmy pośród uczniów, którzy podobnie jak my spoglądają na siebie pełni niepewności (zob. J 13,22) wobec gestów miłości oraz słów Jezusa o zdradzie. Trudno zrozumieć, jak blisko siebie może być uczeń umiłowany i uczeń, który zdradza. Serce człowieka jest zatrwożone, ponieważ czuje, że ci „dwaj uczniowie” mieszkają w nim, w jego sercu. Niepewni siebie, chwytamy się słów Jezusa, który woła: „Wierzcie we Mnie!” (por. J 14,1). Pragniemy zatrzymać w swoim sercu wiarę Jezusa w niezmienną miłość Ojca. Szukamy teraz Jego bliskości, tak jak Jezus szuka i odnajduje bliską więź z Ojcem. Wieczernik, pomimo lęku uczniów, jest przepełniony Duchem miłości Ojca i Syna. Możemy żyć tą miłością, tak jak dorosłe dziecko swoich rodziców żyje na zawsze ich wzajemną miłością.
„Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was” – to słowa wyznania miłości Jezusa do nas. Wyznanie Oblubieńca staje się naszym własnym wyznaniem. Modlitwą staje się teraz wołanie z głębi serca: Przyjdź! Chce ono nasycić się wiernością Jezusa wobec Ojca i wobec człowieka. Jezus patrzy na nas jak na swoje umiłowane dzieci (zob. J 13,33). Jest to moment, który chcemy zapamiętać na całe swoje dalsze życie: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi, i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3,1) – wyznaje umiłowany uczeń Jezusa. Uwielbiamy Ducha Świętego, że budzi w nas tego umiłowanego ucznia, który szuka więzi z Ojcem i Synem. Zdumieni miłością, pytamy wraz z uczniem Judą Tadeuszem: „cóż się stało, że nam się masz objawić?” (J 14,22). Pragniemy kontemplować odpowiedź Jezusa: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, mieszkanie u niego uczynimy”.
Jeszcze raz przywołamy Ducha Świętego, wyznając Mu swoją miłość za to, że przychodzi do nas i przypomina nam o wszystkim, co powiedział Jezus. Uwielbiamy Boga Ducha Świętego, że jest naszym Nauczycielem.
Ks. Jakub Szcześniak (ur. 1963), rekolekcjonista i kierownik duchowy, rektor w Laskach.

Pastores poleca