(…) Nic tak jak modlitwa i częsta spowiedź nie przywraca mi pokoju serca i nie odnawia gotowości do ciągłego dawania im i sobie nowej szansy we wzajemnych relacjach. Z tego rodzi się dość prosta a jednak rewolucyjna konkluzja: mam ich przede wszystkim kochać, a nie tylko uczyć. Oni naprawdę to czują i bardzo sobie cenią; jednocześnie bardzo się dziwią, widząc, że komuś naprawdę na nich zależy. Autorytetu nie tworzy się przez wymagania i dyscyplinę (choć to też ważne), ale przede wszystkim przez miłość, by nieco bardziej żyć w perspektywie oddawania za nich życia. Jeśli tak się dzieje, to można nie przejmować się wieloma innymi błędami. Natomiast wszelka gorliwość czy dyscyplina kończy się tam, gdzie kończy się miłość. To nawet dość zabawne, że jednym z najważniejszych sojuszników księdza w kontakcie z młodymi jest celibat. Trzeba otwarcie powiedzieć, że ten wybór jest dla nich zupełnie kosmiczny. Są gotowi uwierzyć światu, że bez seksu absolutnie nie da się żyć, że celibat jest czymś chorym, a jednocześnie mają księdza, któremu też chyba ufają, który właśnie w tym celibacie żyje i chyba wygląda na szczęśliwego. Czasem z rozbawieniem wyczuwam, że swoimi pytaniami na temat celibatu i mojego zdania na ten temat próbują delikatnie wybadać, czy coś nie kręcę albo czy jestem nienormalny, ale na koniec znów pozostają ze swoją zagadką. Boga dla nich często już nie ma, a celibat został... i być może właśnie ten sposób życia sprawia, że tracą trochę pewność w swoim gimnazjalnym ateizmie.

XW

Pastores poleca