W sierpniu 2011 roku, podczas pielgrzymki do Hiszpanii z okazji Światowego Dnia Młodzieży, papież Benedykt XVI, spotykając się z seminarzystami w katedrze Santa María la Real de la Almudena w Madrycie, zapowiedział, że wkrótce ogłosi Doktorem Kościoła św. Jana z Avila, hiszpańskiego kapłana z XVI wieku. "Pragnę, aby słowo i przykład tego wybitnego pasterza - powiedział Papież - oświecały kapłanów oraz tych, którzy gorliwie przygotowują się do tego, by przyjąć kiedyś święcenia kapłańskie".
Benedykt XVI zawierzył jego wstawiennictwu biskupów Hiszpanii i całego świata, jak też prezbiterów i seminarzystów, "aby trwając w tej samej wierze, której on był nauczycielem, kształtowali swoje serca w duchu Jezusa Chrystusa, Dobrego Pasterza". Z późniejszych deklaracji ordynariusza Kordoby, bp. Demetrio Fernándeza Gonzáleza, wynika, że św. Jan z Avila zostanie wpisany w poczet Doktorów Kościoła najprawdopodobniej w październiku 2012 roku, podczas zgromadzenia Synodu Biskupów poświęconego nowej ewangelizacji oraz z okazji rozpoczęcia Roku Wiary, co nada proklamacji nowego Doktora Kościoła bardziej powszechny charakter.
Po uroczystościach w Watykanie planowane jest także dziękczynienie w Montilli koło Kordoby, gdzie w bazylice Wcielenia znajduje się grób św. Jana.


Świadectwo życia

Jan z Avila1 przyszedł na świat w uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 1500 roku (według niektórych o rok wcześniej) w Almodóvar del Campo, w południowej Hiszpanii, w rodzinie szlacheckiej o korzeniach żydowskich ze strony ojca. Rodzice Świętego byli dość zamożni. Jednak żydowskie pochodzenie ojca nie pozostało bez negatywnego wpływu na życie Jana, zwłaszcza w jego młodości. W 1513 roku rozpoczął on bowiem studia prawnicze na uniwersytecie w Salamance, które po czterech latach przerwał i powrócił do domu. Według niektórych autorów jednym z prawdopodobnych motywów usunięcia go z uczelni mogły być właśnie wspomniane żydowskie koligacje, choć żadne źródło historyczne tego nie potwierdza.
Powrót do domu i pobyt wśród swoich stał się dla Jana czasem odkrycia powołania do kapłaństwa. W 1520 roku wznowił on studia, zapisując się na teologię na uniwersytecie w Alkali. Po sześciu latach, czyli w 1526 roku, przyjął święcenia kapłańskie. Niestety, nie żyli już wtenczas jego rodzice. Jan odziedziczył po nich spory majątek, który sprzedał, a uzys­ka­ne pieniądze częściowo rozdał ubogim. Na obiad prymicyjny zaprosił 12 żebraków, którym osobiście usługiwał. Zatrzymane pieniądze chciał przeznaczyć na podróż misyjną do Meksyku. Udał się już do portu w Sewilli i w oczekiwaniu na statek dał się poznać jako wybitny kaznodzieja. Arcybiskup Sewilli postanowił pozyskać go dla swej diecezji i to mu się udało, bo św. Janowi prawdopodobnie znowu stanęły na przeszkodzie jego żydowskie korzenie. Do Ameryki niechętnie zabierano bowiem chrześcijan świeżej daty lub ich potomków. Jan, zamiast misjonarzem w Meksyku, stał się więc apostołem Andaluzji, południowego regionu Hiszpanii, odzyskanego dopiero w 1492 roku z rąk muzułmanów. Był to właściwie teren misyjny, gdzie pod nowym panowaniem katolickich monarchów wielu innowierców pospiesznie przyjmowało chrzest, nie zawsze będąc do tego stosownie przygoto­wanymi. Należało ich więc ewangelizować, co św. Jan czynił z wielką gorliwością, dlatego odnosił spore sukcesy, stosując najprostsze metody duszpasterskie, czyli głosząc słowo Boże, posługując w kon­fesjonale i przy ołtarzu, a przede wszystkim ucząc przylgnięcia do Ewangelii świadectwem własnego życia, pełnego ascezy i wyrzeczenia.
Ten jego radykalizm życia i nauczania już w 1531 roku wzbudził podejrzenia ze strony inkwizycji, doprowadzające nawet do uwięzienia słynnego kaznodziei na okres kilkunastu miesięcy. W więzieniu napisał on swe dzieło duchowe Audi filia (Posłuchaj, córko) i przełożył na język kastylijski rozważania Tomasza a Kempis O naśladowaniu Chrystusa. W 1533 roku odzyskał wolność i został w pełni zrehabilitowany, kontynuując posługę kaznodziei w Andaluzji, głównie w Grenadzie, gdzie wskutek jego kazań nawrócił się portugalski awanturnik Joăo Cidade, którego czcimy dziś jako św. Jana Bożego, założyciela bonifratrów. Podobnie kataloński królewicz Franciszek Borgiasz po wysłuchaniu kazania św. Jana z Avila na pogrzebie Izabeli Portugalskiej, żony Karola V, porzucił świeckie zaszczyty i został jezuitą.
Działalność Jana w Andaluzji to także zakładanie szkół dla dzieci i kolegiów dla studentów oraz przyszłych księży, a nadto zaangażowanie w kształtowanie katolickiego oblicza powstających wówczas uniwersyte­tów w Grenadzie (1531) i w Baeza (1538) oraz podejmowanie na nich okolicznościowych wykładów.
Z duchowych rad Świętego korzystali wielcy reformatorzy ówczesnego Kościoła w Hiszpanii, mianowicie założyciel Towarzystwa Jezusowego - św. Ignacy Loyola, czy reformatorzy Karmelu - św. Teresa z Avila i św. Jan od Krzyża. W jego pismach rozczytywali się później i czerpali z nich inspirację św. Franciszek Salezy i św. Alfons de Liguori.
Autorzy podają, że Święty kilkakrotnie odmawiał przyjęcia nie tylko godności biskupiej, ale i purpury kardynalskiej. Ostatnie lata jego życia były naznaczone chorobą. Wiele w tym czasie korespondował, między innymi ze św. Teresą, swoją krajanką z Avila. W tym też okresie napisał uwagi dla ojców Soboru Trydenckiego, dotyczące przede wszystkim formacji kapłańskiej. Są to dwa obszerne traktaty, będące nadal - podobnie jak i uwagi skierowane do uczestników synodu z Toledo (1565) - przedmiotem analizy teologów i kanonistów2.
Jan z Avila zmarł 10 maja 1569 roku w Montilli koło Kordoby. W tutejszym kościele jezuitów spoczywają jego relikwie. 4 kwietnia 1894 roku Leon XIII wpisał tego wybitnego kapłana w poczet błogosławionych, Pius XII 2 lipca 1946 roku ogłosił go patronem hiszpańskiego duchowieństwa diecezjalnego, a Paweł VI 31 maja 1970 roku dokonał jego kanonizacji, wskazując w nim patrona dla kapłanów naszych dni.


Życie duchowe

Paweł VI, mówiąc w swej homilii kanonizacyjnej o duchowości św. Jana z Avila, wskazał na jego umiłowanie i studium Pisma Świętego, życie przepełnione ustawiczną modlitwą, medytacją i głoszeniem słowa Bożego, naśladowanie Chrystusa i kult Eucharystii, nabożeństwo maryjne, obronę celibatu, miłość Kościoła, ascezę i wyrzeczenie. Nadto podczas audiencji dla pielgrzymów, zwracając się do licznie przybyłego hiszpańskiego duchowieństwa, Papież ukazał duchowość kapłańską, jaka przebija z pism Świętego, przypominając, że każdy ksiądz jest przede wszystkim sługą słowa i sakramentów, co wymaga świętości życia, zapału apostolskiego i bezwzględnej wierności Kościołowi.

Nauczyciel modlitwy
Jednym z zasadniczych przejawów nowej ewangelizacji powinno być ożywienie ducha modlitwy i ponowne odkrycie jej znaczenia w życiu chrześcijańskim, tym bardziej w życiu pasterzy. W tym kluczu zbliżająca się proklamacja nowego Doktora Kościoła wydaje się czymś zgoła opatrznościowym, jawi się on bowiem między innymi jako niezwykły nauczyciel modlitwy.
Modlitwa - według niego - powinna iść w parze z autentycznym życiem chrześcijańskim, przemieniać codzienne życie, prowadząc do praktykowania cnót. "Wielu - pisze św. Jan - unosi się w polotach modlitwy, popełniają oni jednak liczne grzechy, gdy skończą tę modlitwę. Często szlochają nad cierpieniami Chrystusa, a zaraz, gdy skończą swoje jęki, zadają innym liczne cierpienia. Chwalą się pokojem, jaki znajdują w cierpieniu przy Chrystusie, a równocześnie unoszą się gniewem. (...) Nie odnoszą z modlitwy żadnej korzyści, nie starają się bowiem zmienić i po­prawić swego życia" (OC, V, 648).
Autentyczna modlitwa - według Mistrza z Avila - wyzwala z egoizmu i samolubstwa: "Zamykasz za sobą drzwi, by się modlić, zaraz jednak szukasz swojej chwały, ostentacyjnie wykonując niby dobre uczynki. Tam w skupieniu opłakujesz swoje grzechy, a zaraz potem jesteś przyczyną łez drugich ludzi. Tam oświadczasz, że jesteś prochem, jednak zaraz przysięgasz na niebo, że twoja krew jest lepsza. Zapominasz o tym, że wszyscy pochodzimy z tej samej ziemi. (...) Staraj się poznać, jak jesteś przyziemny, pełen samolubstwa. We wszystkich twoich ćwiczeniach szu­kasz samego siebie" (648).
Co więcej, prawdziwa modlitwa uczy pokory i cierpliwości, a nade wszystko daje wewnętrzny pokój: "Modlitwie musi towarzyszyć cnota pokory (...). Z pokorą idzie cierpliwość. Polega ona na tym, że jesteśmy gotowi znosić coś ciężkiego i bolesnego, i tak okazać Chrystusowi naszą miłość. Jeśli dusza nie odczuwa tego pragnienia, by znosić upokorzenia dla Chrystusa, coś cierpieć dla Niego i nie pełni aktów innych cnót, tedy wszelkie inne jej praktyki pobożnościowe są podejrzane" (649). Dlatego też św. Jan z Avila napomina każdego: "Staraj się otworzyć twoje oczy. Zbudź się z twego snu. Wejdź ponownie w siebie. Zabierz się do umartwienia i tak staraj się powoli uleczyć; czyń to, czego Bóg od ciebie wymaga" (651). Słowem, prawdziwa modlitwa, to życie miłością, "miłość zaś polega na cnotach, a szczególnie objawia się wśród przeciwności" (649).
A oto przykład modlitwy zapowiadanego Doktora Kościoła, jego kon­templacji krzyża, która wyrywa z duszy Świętego ekstatyczne okrzyki miłości dla Ukrzyżowanego oraz współczucia dla Jego cierpień: "O krzyżu, zrób mi miejsce, abym tam mógł razem z Chrystusem być ukrzyżowany! Korono cierniowa, rozszerz się, abym i ja mógł cię włożyć na mo-
ją głowę! Gwoździe, nie rańcie Niewinnych Członków, ale przeszyjcie serce moje! Zrańcie je współczuciem i miłością! (...) [O Chryste], zalicz mię do Twoich sług, bym tak w życiu jak i po śmierci stał się niewolnikiem Twojej miłości, miłości, która wszystko zwycięża" (OC, VI, 386).

Przewodnik w życiu duchowym i posłudze apostolskiej
Św. Jan z Avila, prawdziwy mąż i nauczyciel modlitwy, z której rodził się czyn kaznodziejstwa, był także cenionym kierownikiem dusz i przewodnikiem w życiu duchowym oraz w posłudze apostolskiej, zwłaszcza dla księży. Dokumentują to jego listy, konferencje do duchownych (głównie do jezuitów), jego traktaty, szczególnie zaś wspomniane już dziełko Audi filia.
Ten niezwykły siewca słowa Bożego (na jego grobie do dziś widnieje napis: messor erat - był żniwiarzem), przygotowując przyszłych szafarzy misteriów Chrystusa, zalecał im dwie godziny codziennej modlitwy, rozważanie Męki Pańskiej i rzeczy ostatecznych, a nadto studium Pisma Świętego, zwłaszcza Nowego Testamentu z komentarzami Ojców Kościoła rzędu św. Jana Chryzostoma, św. Grzegorza Wielkiego, św. Augustyna i św. Bernarda. Wskazywał też na Erazma z Rotterdamu, którego myślą inspirowały się ówczesne uniwersytety w Alkali, Grenadzie i Ba­eza.
Co więcej, przypominał on ustawicznie, że wraz z głoszonym słowem powinno iść w parze świadectwo życia. Na przykład w memoriale na Sy­nod w Toledo napisał: "Ci wszyscy, którzy starają się o reformę innych, muszą rozpocząć reformę od samych siebie. Inaczej im nikt nie uwierzy, dopóki wpierw nie zobaczy zmiany w ich własnym życiu". Dlatego też przewodniczącego synodu, bp. Krzysztofa Rojasa zachęcał, aby "skierował swo­je oczy na Syna Bożego na krzyżu, ogołoconego ze wszystkiego co ziemskie, i by Go naśladował w Jego ubóstwie, jeżeli pragnie, by reforma stała się skuteczna".
Przyszłym kaznodziejom, których formował w zakładanych przez siebie kolegiach w Andaluzji, nie omieszkał przypominać: "Cóż jest bardziej przeciwnego kaznodziejom, jak sobie przywłaszczać to, co się należy Bogu, to znaczy przywłaszczać sobie chwałę, jaka tylko Jemu jest należna? Wszelkie stworzenie wielbi Boga i zachęca nas, byśmy wspólnie chwalili naszego Stwórcę. Czyż nie jest to wielkim zboczeniem, gdy się bierze środek za cel? Gdy więc kusi cię próżna chwała, to ją odrzucaj od siebie! Wznoś swoje serce ku Bogu w usilnej modlitwie: «Nie nam, Panie, nie nam, lecz Imieniu Twemu daj chwałę» (Ps 115,1). Taka modlitwa pomoże nam się opamiętać. Jeżeli nasze kaznodziejstwo wydaje owoce, tedy należy pamiętać, że to sprawa łaski Bożej. Bo tak jak ziemia nie wyda plonu, jeżeli jej nie zrosi deszcz, tak i bez łaski Bożej próżne będzie nasze przepowiadanie słowa Bożego. Nade wszystko kaznodzieja powinien się cieszyć, że się nim Bóg posługuje, by otwierał dla Niego serca ludzkie. «Chrystus się rozradował w Duchu Świętym» (Łk 10,21), kiedy Apostołowie wrócili z wyprawy misyjnej. Starał się im wytłumaczyć, że celem ich pracy apostolskiej ma być troska o to, by wszyscy przyjęli do­brą nowinę Ewangelii" (OC, V, 592-593).
Kaznodzieja - według św. Jana z Avila - to tylko narzędzie, którym się Bóg posługuje, aby przekazywać ludziom dobrą nowinę zbawienia. Owocność kaznodziejstwa zależy nie tyle od zapobiegliwości ludzkiej, ile od działania łaski Bożej. Kaznodzieja musi jednak starać się o to, aby być skałą, o którą mogłyby się rozbijać nawałnice ludzkich pomyłek i namiętności. Dlatego też w Audi filia czytamy: "Musisz najpierw spojrzeć na siebie, a potem na Boga. najpierw na siebie, by poznać, jak mało dobrego jest w tobie. Nic nie jest tak bardzo niebezpieczne, jak mylić się w ocenie samego siebie, bo przecież jesteś tylko prochem" (OC, I, 462).
Oczywiście, rozważanie własnej nędzy jest tylko początkiem życia duchowego i nie można się na tym poziomie zatrzymać; trzeba dążyć do zjednoczenia z Chrystusem, który jest lekarstwem na nasze ubóstwo. Mistrz z Avila radzi więc wszystkim prowadzenie życia cnotliwego, ale nie na wzór filozofów, którzy własnym wysiłkiem pragną dojść do doskonałości, lecz za przykładem Chrystusa, współcierpiąc z Nim w miłości (zob. OC, V, 724-725).

Paweł VI, papież kanonizacji św. Jana z Avila, napisał w adhortacji Evangelii nuntiandi, że świat dzisiejszy wierzy bardziej świadkom niż nauczycielom (zob. EN, 41), co powtórzył i rozszerzył w encyklice Redemptoris missio bł. Jan Paweł II, pisząc, że ten nasz współczesny świat wierzy bardziej doświadczeniu niż doktrynie, bardziej życiu i faktom niż teoriom (zob. RMis, 42). Czyż nie podobnie - cztery stulecia wcześniej - uczył Mistrz z Avila? Uprzedził on czasy, a to jest charakterystyczna cecha świętych, otwartych na głos Ducha Świętego, który "wieje tam, gdzie chce" (J 3,8). Co więcej, od Doktorów Kościoła wymaga się, aby oprócz świętości życia wyróżniali się twórczą doktryną (eminens doctrina), której zasadniczą cechą powinna być ustawiczna aktualność. I czyż nie takie, wciąż aktualne, pozostaje nauczanie św. Jana z Avila, doskonale harmonizujące z dzisiejszym nauczaniem Kościoła? Czyż nie wpisuje się ono wspaniale w eklezjalne wezwanie do nowej ewangelizacji, przypominając ustawiczną świeżość dobrej nowiny Jezusa Chrystusa? "Moje pokolenie zbyt słabo zaangażowało się w ewangelizację" - przyznał Benedykt XVI podczas spotkania, jesienią 2011 roku, ze swymi dawnymi studentami. Niech nasze pokolenie, podejmując dzieło nowej ewangelizacji, angażuje się w nią bardziej, na miarę zaangażowania XVI-wiecznego Mistrza z Avila, którego Kościół za naszych dni wpisuje w poczet Doktorów Kościoła, czyli - jak się nieraz mówi - do grona świętych, którzy stanowią pośród nich niejako arystokrację. Ich przesłanie bowiem nigdy się nie starzeje i nie ulega przedawnieniu, przywołując przesłanie ciągle nowej i świeżej Jezusowej Ewangelii.
Szczepan T. Praśkiewicz OCD (ur. 1958), teolog, konsultor Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, przeor klasztoru karmelitów bosych w Lublinie. Ostatnio opublikował m.in. książkę Wzięli Maryję do siebie. Duchowość maryjna Świętych Karmelu.

 

SZCZEPAN T. PRAŚKIEWICZ OCD

Pastores poleca

Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.