Po kilku latach pracy w seminarium duchownym jako formator zostałem dekretem Księdza Biskupa ustanowiony proboszczem ośmiotysięcznej wspólnoty parafialnej. Życie seminaryjne sprzyjało trosce o osobistą formację, dawało przede wszystkim czas, bym mógł w swoje życie duchowe zainwestować. Teraz, kiedy pełnię funkcję proboszcza, czasu wolnego nie mam, bo szkoła, kancelaria, niekończące się spotkania, niemilknący dzwonek do drzwi i stwierdzenie: „To bardzo ważna sprawa i Ksiądz musi zejść”.
I, oczywiście, codzienne życie sakramentalno-liturgiczne. Chciałoby się rzec: dawniej czas był dany, obecnie sukcesywnie jest zabierany. W seminarium był, teraz trzeba o niego zawalczyć.
Mijają kolejne dni, tygodnie, miesiące proboszczowania, które mi uświadamiają, że bez troski o życie duchowe wszystko, co podejmuję w ramach posługi kapłańskiej, nie ma najmniejszego sensu. Każdego dnia otwieram zatem księgę słowa Bożego, by przytulić się do serca Zbawiciela, by jak umiłowany uczeń usłyszeć jego rytm. Każde uderzenie serca Mistrza przekonuje mnie o Jego nieskończonej miłości. Słowo scala we mnie to, co rozbiegane, prowadzi do wewnętrznej harmonii. Słucham, a ono prowadzi w te miejsca, które są we mnie naznaczone słabością i grzechem. Mój Mistrz tam na mnie czeka. Doświadczam przyjęcia i Jego obecności. Słucham, jak On poleca mnie Ojcu w swojej synowskiej modlitwie. Trwając przy słowie, odnajduję bezpieczeństwo.
I tak każdego dnia... Otrzymuję codzienne … (…)
KS. PAWEŁ
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 108 (3) 2025.

