Pismo Święte było obecne w moim rodzinnym domu od zawsze. Było... i tyle. Nie czytałam go. Coś pod tym względem zmieniło się w liceum. Religia była wtedy przy parafii, a nie w szkole, i ksiądz katecheta zaprosił nas na spotkania modlitewne, podczas których z czasem zaczęliśmy czytać słowo Boże.


To były moje pierwsze świa­dome spotkania ze słowem – bardzo nieporadne czytanie, bez głęb­szego wgryzania się w tekst. Na studiach długo szukałam miejsca dla siebie, duszpasterstwa, wspólnoty. Bez skutku. Wszędzie czułam obcość, grupy wydawały mi się hermetyczne, ludzie skupieni na sobie. Zaczęłam utwierdzać się w przekonaniu, że do tego, by wie­rzyć w Boga, nie potrzebuję żadnych pomocników, że mogę wierzyć sobie sama. Niestety, był to taki czas, kiedy, jak po równi pochyłej, zaczęłam zsuwać się w dół.

Na czwartym roku studiów koleżanka zaprosiła mnie na… (…)


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 107 (2) 2025.


Pastores poleca