Październik. Wchodzę do biblioteki. „Dzień dobry, chciałbym skorzystać z czytelni.” „Czy ma pan kartę? Bo nie kojarzę pana.” No tak, pomyślałem, wcale mnie to nie dziwi, nie było mnie tu od kilkunastu miesięcy. Pojawienie się Anielki w październiku 2023 roku i jej narodziny w czerwcu w zeszłym roku poucinało i tak skąpe zasoby czasu na takie luksusy jak praca w czytelni. W ciszy.


Siadam do laptopa i odbieram maile – wszędzie jestem w nie­doczasie. W potoku wiadomości e-mail z prośbą o podzielenie się doświadczeniem swojego życia jako mąż i ojciec pięciorga dzieci. Do połowy lutego. Co miałbym napisać, żeby to miało sens? Bo czy da się co­kolwiek napisać o codzienności? To, co znają wszyscy, zawsze jest szare, a to, co nadaje barwę dniom, jest tak osobiste, że niewypowiedziane. Próbuję polecić kogoś innego – bo ja się chyba nie nadaję. Pani redaktor prosi, żebym jednak napisał. Chyba nigdy nie skończę tej habilitacji...

Listopad. Listopad jest zawsze trudny. Wszyscy kaszlą. Jak jeden przestanie, to kolejny zaczyna. A później od nowa (nie mylić ze słowem „odnowa” – ta nie następuje). Kubuś jest już w pierwszej klasie, Marysia jest trzeci miesiąc w nowej szkole. Pięknie sobie ra­dzą. Na spotkaniu Wspólnoty temat o dobrym pasterzu – tym, który nie tyle prowadzi owce, ile przede wszystkim idzie z nimi. Mądre to. Widzę, że nie potrafię. Zbyt łatwo przychodzi mi wyznaczać najlepszy szlak, zwłaszcza dla najstarszego Janka. Najlepszy. Broń mnie, Panie, przed tym.

Grudzień. Adwent. Z dziećmi na roraty. Ciemna noc. Jak dwa tysiące lat temu – aż pojawi się Światło.

Kaszlę już od 5 tygodni. Od tego kaszlu… (…)



Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 107 (2) 2025.


 

Pastores poleca