W tamtym właśnie okresie zostałam skierowana przez moje przełożone na letni kurs formacyjny dla sióstr, który był organizowany przez wyższą uczelnię należącą do jednego z męskich zgromadzeń zakonnych. Większość prelegentów należała do tego zgromadzenia. Zajęcia były na wysokim poziomie i bardzo interesujące, ale miałam wiele wątpliwości i pytań, ponieważ moja znajomość języka obcego wykładowego okazała się niewystarczająca. Widziałam, że niektóre siostry podchodziły do wykładowców podczas przerw i zadawały im pytania. Postanowiłam, że zrobię to samo. 


Poprosiłam o wytłumaczenie mi kilku kwestii księdza, który miał z nami najwięcej zajęć. Był bardzo życzliwy i wyrozumiały, zaznaczył jednak, że nasza rozmowa będzie wymagała więcej czasu i zaprosił mnie do jednego z pokojów profesorskich przylegających do Sali wykładowej. Zdziwiło mnie trochę, że gdy tam weszliśmy, wskazał mi miejsce w głębi pokoju za stołem przy ścianie. Po chwili jednak skupiłam się na kwestiach związanymi z treściami zajęć. Rozmawialiśmy jedynie o wykładach, ale pod stołem zaczęło się nagle dziać coś, co mnie zaniepokoiło; chciałam się cofnąć, ale nie mogłam, bo byłam przyparta do ściany. Nie rozumiałam w pierwszym momencie, co się dzieje, ale czułam ciągle tę natarczywą i niepożądaną bliskość księdza. W jednej chwili zerwałam się z krzesła i pospiesznie wyszłam bez słowa z pokoju. Byłam w szoku. Czy to się wydarzyło naprawdę? A może coś sobie ubzdurałam? Myślałam wtedy: czy to moja wina? Czemu nic mu nie powiedziałam? Co powinnam była zrobić? Co robić teraz?


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 93 (4) Jesień 2021.

Pastores poleca