(…) Nasz kościół parafialny położony jest na wzgórzu. Prowadzą do niego schody a tuż obok jest wjazd. Można tamtędy podjechać pod same tylne drzwi kościoła. Wjazd ten służy do tego, żeby dowozić do kościoła różne potrzebne rzeczy (np. choinki na święta Bożego Narodzenia). Ale nie tylko. Korzystają, a właściwie korzystali z niego ja i inni chorzy, żeby dostać się na Mszę świętą. Poprzedni proboszcz przy remoncie ogrodzenia zrobił bramę, wstawił kłódkę i dał nam do niej klucz, żebyśmy sobie wjeżdżali. „Żeby wam było łatwiej” – powiedział.


Po nim nastał nowy proboszcz i bardzo często mnie i innym chorym ten wjazd zaczął zastawiać swoim autem. Brama, owszem, była otwarta, ale stał w niej samochód księdza proboszcza, tak że nie mogłam dostać się na niedzielną Eucharystię. Rodzice, którzy schodami sami nie dawali rady mnie wciągnąć, wiele razy mu tłumaczyli, prosili, żeby nie stawał na wjeździe, że to jedyne wejście, którym mogę dostać się do kościoła. Mówił, że, oczywiście, rozumie, że nie ma sprawy, ale ciągle wjazd zastawiał.
Kiedy rodzice chodzili do zakrystii prosić, żeby przestawił auto, proboszcz zachowywał się… (…)


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 93 (4) Jesień 2021.


Pastores poleca