W moim ponad 40-letnim stażu życia zakonnego doświadczyłam różnych wspólnot, przeważnie dużych. Taką wspólnotą była moja ostatnia wspólnota w Niemczech, gdzie liczba sióstr ze stu spadła do 60 w ciągu jednego dziesięciolecia, a średnia wieku wynosiła ponad 80 lat. We wspólnocie byłam najmłodsza.
Względy finansowe, koszty utrzymania dużego domu, personel świecki i zmniejszająca się liczba powołań zmusiła zarząd prowincji do podjęcia bardzo trudnej decyzji o sprzedaży domu, zamknięciu wspólnoty i przeniesieniu sióstr do dwóch pozostałych dużych domów. Podczas tego prawie dwuletniego procesu wiele sióstr odeszło do wieczności. Pozostałe miały podjąć decyzję, do którego z dwóch domów chcą się przeprowadzić na ostatni etap swojego życia. Również ja musiałam podjąć taką decyzję. Towarzyszyłam więc tym najsłabszym, chorym i tym, które już nie były w stanie podjąć samodzielnie decyzji w długiej podróży na południe Niemiec do nowego domu opieki. Powstał on na terenie byłego klasztoru, z którego nienaruszone pozostały kaplica oraz krużganek. Oba obiekty włączono do nowego budynku i nadal stanowią one serce życia klasztornego. Funkcjonowanie placówki opiekuńczej zostało zapewnione dzięki całkowitemu przejęciu przez personel świecki.
W tym niełatwym dla mnie okresie borykałam się z myślami, czy to nie czas, by powrócić do Polski. Miałam w Polsce jeszcze żyjącego tatę, który znajdował się w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym i stawał się z każdym dniem coraz słabszy. Chciałam być blisko, kiedy przyjdzie jego czas odejścia do wieczności. Nie chciałam powtórzyć doświadczenia z moją mamą, z jej śmiercią, która zastała mnie na Filipinach.
Bóg przyszedł mi z pomocą w... (...)

S. ANETA


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 112 (3) 2026.

Pastores poleca