Marzenie, żeby zostać kapelanem wojskowym, miałem od bardzo dawna. Podczas służby jako poborowy w wojsku radzieckim w Afganistanie nie raz słyszałem, jak żołnierze stawiali sobie różne pytania: o sens życia, o istnienie Boga. Wysnułem z tego wniosek, że właśnie na wojnie takie pytania częściej się pojawiają i że szkoda, iż na nie nikt nie odpowiada. Później, już w trakcie nauki w seminarium mariańskim w Lublinie, usłyszałem od ks. Jana Sergiusza Gajka o posłudze księży kapelanów w wojsku polskim. Pomyślałem sobie, że to bardzo potrzebne i że po powrocie do kraju chciałbym zostać kapelanem wojskowym. Ale to były czasy Związku Radzieckiego i takiej możliwości nie miałem. (...)
(...) Moja posługa kapelana w dużej mierze polega na towarzyszeniu, przede wszystkim duchowym, żołnierzom, ale także na zwykłej ludzkiej obecności, byciu blisko. Ważna jest też, oczywiście, spowiedź, a ci, którzy mają czas w niedzielę, nie mają tego dnia zadań wojskowych, przyjeżdżają do kaplicy na Mszę świętą. Żołnierze często proszą o modlitwę. A także o różaniec, o obrazek, o poświęcenie miejsc, w których obecnie są czy odpoczywają. To przeważnie okopy, blindaże – ziemianki, na wpół rozwalone domy, piwnice. Mówią: nie wiemy, kto tu żył, chcemy, żeby Ksiądz to poświęcił, pobłogosławił.
Jakoś tak jest, że na wojnie nie ma niewierzących. Czy człowiek wcześniej chodził do kościoła i się modlił, czy nie – na wojnie nie powie, że nie wierzy w Boga. Wielu mówi, że Bóg ich uratował. Kiedyś po rozmowie miała być modlitwa i jeden z żołnierzy powiedział, że miał złe doświadczenia z prawosławnym księdzem i nie chce zostać na modlitwie. Ale już wychodząc, zapytał: O co będzie Ksiądz się modlił? Powiedziałem, że o to, aby wszyscy zostali zachowani, żeby Bóg ochronił życie każdego i żeby wrócili do domu. Wtedy powiedział, że w takim razie zostanie na modlitwie.
Każdy, niezależnie od wyznania, chce... (...)
PAWEŁ OSTROWSKI MIC
[Wysłuchała, spisała i opracowała H. Świrska.]
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 112 (3) 2026.


