Czy trzeba nas do modlitwy zapraszać, skoro wszyscy się modlimy? Autor wyznaje, że chociaż jako dziecko modlił się i regularnie chodził z rodzicami na Msze święte, modlitwa nie pociągała go, dopóki jako nastolatek nie zetknął się z książkami Tomasza Mertona o modlitwie kontemplacyjnej, które otworzyły przed nim zupełnie nowy świat. Próbuje więc – językiem naszych czasów – wprowadzić czytelnika w podobne doświadczenie.
Modlitwa, do której zaprasza, niezależnie od swojej formy – a znajdziemy tu omówienie modlitwy skruchy, prośby i adoracji, modlitwy kontemplacyjnej, jak również modlitwy liturgicznej i modlitw tradycji chrześcijańskiej – jest przede wszystkim wejściem w relację przyjaźni z Bogiem. Ma więc ona cechy charakterystyczne dla rozmów pomiędzy bliskimi przyjaciółmi, czyli znajdowanie na nią czasu („Jeśli twierdziłbyś, że dana osoba jest twoim najbliższym przyjacielem, a równocześnie przyznałbyś, że prawie wcale nie spędzasz z nią czasu, ludzie by cię wyśmiali”), uczciwość („Jak się czujesz, gdy przyjaciel nie dzieli się z tobą istotnymi sprawami, kłamiąc lub ukrywając je przed tobą?”), słuchanie z uwagą („rozmowa między dwoma przyjaciółmi to nie ulica jednokierunkowa”) oraz milczenie („Czy siedzimy w ciszy, pozwalając Bogu mówić w tej przestrzeni?”). Taka modlitwa coraz bardziej otwiera nas na radykalne opowiedzenie się za Bogiem, uświadamia, że jeśli naszym ostatecznym odniesieniem jest co innego niż Bóg – seks, pieniądze, władza, status, czyli generalnie nasze własne ego – zmierzamy ku katastrofie. Nie służy też ona naszemu samozadowoleniu – jak modlitwa faryzeusza – lecz budzi nas do misji i odpowiedzialności za świat. Bp Barron kieruje swoją książkę zwłaszcza do osób świeckich, których misja wychodzenia do świata i uświęcania go – jak pisze – „musi być karmiona modlitwą” i to modlitwą głęboką, niebędącą jedynie wypełnieniem obowiązku. Wydaje się jednak, że może skorzystać z niej chrześcijanin każdego stanu i to niezależnie od przebytej już drogi modlitwy. Książka daje bowiem doskonały materiał do rachunku sumienia nie tylko z jakości naszej modlitwy, ale także naszego chrześcijańskiego radykalizmu. Jak zaznacza autor: „Powiedzieć, że Bóg jest Bogiem jedynym, to znaczy powiedzieć nieodwołalnie, że żaden kraj, żadna partia polityczna, żaden człowiek, żaden ruch społeczny, żadna ideologia nie ma wagi czegoś ostatecznego. Trzeba się zatem opowiedzieć – zarówno za czymś, jak i przeciw czemuś”. A w innym miejscu posuwa się do stwierdzenia: „Osobie, która nie ma wrogów, nie można ufać, bo ona nie opowiada się za niczym”. Jednak – i tu ukazuje się mistrzostwo autora – ucząc nas modlitwy prowadzącej do tak bezkompromisowego wyboru Boga, bp Barron ukazuje ją w taki sposób, że nie przeraża, lecz pociąga. „To jak oddychanie: urodziliśmy się do modlitwy. Otworzyć drzwi Chrystusowi, to najłatwiejsza z rzeczy.”
mm
PASTORES 112 (3) 2026


