Jestem żoną, matką i położną. Od dziecięcych lat słuchałam opo­wiadań cioci, która także jest położną, o tym, jak powstaje człowiek i jak przychodzi na świat. Ciocia zaszczepiła we mnie pasję do położnictwa. W głębi serca czułam chęć pomagania. Miałam 18 lat, kiedy pierwszy raz zobaczyłam poród. Przeżyłam niezapomniane chwile, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że zawód położnej jest właśnie dla mnie. I tak rozpoczęła się moja służba. Pamiętam pierwszy, sa­modzielnie przyjęty poród. Wzruszyłam się do łez, patrząc na matkę przytulają­cą swoje nowonarodzone dziecko. Mówi się, że położna odbiera porody, a ja przecież niczego nikomu nie odbieram, tylko, wręcz przeciwnie, pomagam przyjąć.


Od wielu lat pracuję w sali porodowej i spotykam się z różny­mi sytuacjami. Większość z nich to radosne chwile dla rodziców, także dla mnie. Zdarzają się jednak bardzo ciężkie, bolesne przeży­cia związane ze śmiercią dziecka jeszcze przed jego narodzinami. Tragedie, które po ludzku stają się niewytłumaczalne, bardzo bolą, dotykając najgłębszych zakamarków serca.

Jestem położną, ale i żoną, matką. Jako małżonkowie, połączeni sakramentalnym związkiem małżeńskim, pragnęliśmy licznego po­tomstwa. Pan Bóg obdarował nas pięciorgiem dzieci, jednak troje z nich zmarło jeszcze przed narodzinami. Pamiętam radość z oglą­dania w badaniu USG bijącego serduszka naszego maleństwa i roz­pacz, kiedy to serduszko przestało bić. Całe niebo płakało, kiedy staliśmy na cmentarzu i żegnaliśmy naszego Jana, później Pawła i w końcu Joannę. Prze­chodziłam okres buntu, z pretensją do Boga, zadając pytanie: Dla­czego? Dlaczego zabrałeś mi dziecko, drugie i trzecie? Czułam się, jakbym straciła najcenniejszą cząstkę siebie.

Z własnego doświadczenia wiem, co znaczy stracić dziecko, co przechodzą kobiety znajdujące się w podobnej sytuacji. Moje zra­nienia zostały uleczone, kiedy... (...)

ANNA


Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 110 (1) 2026.


Pastores poleca