Gdy mój mąż oświadczył mi, że odchodzi i chce rozwodu, mój świat runął. Zrozumiałam, że straciłam go na zawsze. Byłam w fatalnym stanie psychicznym. Po kilku latach związałam się z innym mężczyzną. Myślałam wtedy, że przecież ja też mam prawo do szczęścia, że powinnam ułożyć sobie życie od nowa. Wielu moich znajomych, a nawet rodzice, utwierdzało mnie w tym przekonaniu. Był ślub cywilny, impreza (wtedy lubiłam się bawić), potem pojawiło się dziecko – wydawało się, że wszystko układa się idealnie. A jednak.. zaczęło mi czegoś brakować. Mimo iż miałam rodzinę, odczuwałam pustkę w sercu.
Zaczęłam się modlić i co niedzielę chodzić na Mszę świętą. Coraz mocniej pragnęłam zbliżyć się do Boga. Płakałam przy każdej Komunii. Powoli zaczynałam rozumieć, że mój związek niesakramentalny jest życiem w grzechu – czymś, co rani Boga.
Pewnego wieczoru, słuchając muzyki, przypadkowo trafiłam na teledysk z filmu, w którym Jezus podaje rękę cudzołożnicy, mającej zostać ukamienowaną. Zaczęłam płakać jak dziecko. Wzruszenie było tak silne, że dotykałam ekranu i szeptałam: „Tak, Panie, podaj mi rękę. Chcę iść z Tobą, chcę zmienić swoje życie”. Wtedy naprawdę pokochałam Jezusa.
Zaczęłam szukać wspólnoty, ludzi mających podobne przeżycia. Trafiłam do duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych w Bielsku-Białej, a stamtąd do Sanktuarium Matki Bożej w Rychwałdzie. Tam uczestniczyłam w kursie Alfa organizowanym przez franciszkanów, w wieczorach uwielbienia oraz Mszach świętych oraz w modlitwie o uzdrowienie. Za każdym razem wracałam coraz bardziej zakochana w Bogu, ale i coraz mocniej świadoma grzechu, w którym trwałam.
Próbowałam rozmawiać o tym z moim partnerem, lecz był człowiekiem niewierzącym. Każda rozmowa o Bogu kończyła się drwinami – z wiary, z księży, ze mnie. A ja,... (...)
BOŻENA
Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 110 (1) 2026.


