Długo dorastałam do właściwego rozumienia i doświadczenia kierownictwa duchowego. Bardzo pragnęłam mieć księdza, który prowadziłby mnie za rękę, konkretnie mówiąc, co i jak mam robić. Niestety, nic takiego w moim życiu się nie działo. Był stały spowiednik, który traktował siostry zakonne z szacunkiem, ale nie zajmował się kierownictwem. Pamiętam, jak podczas rekolekcji przed pierwszymi ślubami, na zakończenie spowiedzi – gdy ja oczekiwałam radosnego błogosławieństwa – usłyszałam słowa: „Czy ty, dziecko, naprawdę tę sprawę przemyślałaś?”.


Przeżyłam wtedy szok, ale po czasie zrozumiałam tę troskę. Miałam wtedy 22 lata, a tu decyzja na całe życie i w zgromadzeniu, które tamten kapłan znał – in forum internum – od dość dawna. Pomimo szoku, pozostałam wierna swemu wyborowi spowiednika aż do momentu, gdy otrzymałam decyzję o przejściu do innej wspólnoty. Łączyło się to ze zmianą spowiednika, bez możliwości wyboru. Był to bardzo trudny czas – tylko wiara i miłość do Kościoła trzymały mnie, by doświadczając własnej kruchości i grzechu, nie zwątpić w moc sakramentu pokuty i pojednania.
Niecałe trzy lata później, po kolejnej zmianie wspólnoty, znów miałam… (…)

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 92 (3) Lato 2021.


Pastores poleca