(…) Sekularyzacja kultury powoduje, że uwaga człowieka, nawet wierzącego, niemal w całości skupiona jest na doczesności. Wiara religijna staje się wiarą doczesną, wiarą, która jest jedynie pewną specyficzną strategią radzenia sobie w tym świecie. „Pojawia się – pisze Norbert Lohfink – teraz pytanie: czy ktoś, kto wprawdzie abstrakcyjnie przyjmuje dogmaty wiary o tamtym świecie, które jednak już nic mu nie mówią i stały się dla niego nieważne, może być jeszcze określany jako chrześcijanin? Czy jest możliwa czysto docześnie przeżywana wiara w Chrystusa? A więc pełne miłości oddanie się Jego tajemnicy i pełne nadziei przyjęcie pojednania, którego dokonał, bez jednoczesnego odniesienia do tamtego świata, a tym samym przesunięcia nań głównego ciężaru wiary i nadziei?”. Czy zatem chrześcijanie to ludzie, których nadzieja „pełna jest nieśmiertelności” (Mdr 3,4), czy także ci, których nadzieja jest całkowicie ograniczona do doczesności? Którym Pan Bóg jest potrzebny jedynie do tego, żeby właściwie i szczęśliwie przeżyć to życie? Lohfink ostatecznie nie udziela odpowiedzi na to pytanie, stwierdzając jedynie, że „Abraham i inni sprawiedliwi Starego Przymierza wierzyli wprawdzie, ale jednocześnie (...) ich oczy były zamknięte na życie pozagrobowe”. (…)

Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.