(…)Warto jeszcze ostrzec przed czymś, co dla mnie i wielu moich kolegów stanowiło swoisty problem. Otóż trening mentalny dążył do zintegrowania ciała i umysłu tak, by zawsze być gotowym na jakikolwiek atak. Widząc na przykład człowieka w windzie, zaczynałem wizualizację: gdyby mnie zaatakował, musiałbym tak i tak zareagować. Ta wizualizacja i nastawienie umysłu na to, że każdy, z kim rozmawiam, kogo mijam na ulicy, może być potencjalnym przeciwnikiem i w każdej chwili muszę być gotowy do walki o życie, nie jest czymś normalnym. Mnie osobiście bardzo to przeszkadzało w modlitwie, podczas Mszy świętej, w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem. Ciągle wizualizowałem różne możliwe scenariusze walki na wypadek ataku. Podczas modlitwy byłem ciągle rozproszony, mimo prób koncentracji na Jezusie. Nieustannie pojawiały się obrazy z treningów, różne sytuacje z walk, kombinacje technik. Ciekawe, że w czasie medytacji zen nie było problemu z tego typu rozproszeniem. W sztukach walki taki stan umysłu jest jednym z celów, do którego się dąży. To stan zanshin. Mistrz karate Funakoshi powtarzał nieustannie: „Bądź gotowy na atak w każdej chwili, podczas każdej czynności, cokolwiek robisz”. (…)

Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.