Słaba, sentymentalna i powierzchowna religijność zestresowanego i zagonionego człowieka poszukuje w Kościele tego samego, co w świecie technologii i informatyki – szybkiego efektu. Stąd zapotrzebowanie na cuda. Szukamy wymiernie działającego Boga w postaci uzdrowień, spektakularnych nawróceń, nabrzmiałych duchową energią mityngów i konferencji. Świat mediów z włączonymi kamerami wypatruje nowych charyzmatyków i uzdrowicieli.
Kiedy jednak ludzie przybywali do o. Pio, zasypując go prośbami o wstawiennictwo u Boga, by zostać uleczonymi z choroby czy kłopotu rodzinnego, zirytowany zakonnik grzmiał: „Przyszliście błagać mnie o pomoc w waszym potępieniu?”. Chrystus Pan nie szafował cudami. Nie przyszedł wcale na ten świat, by otworzyć klinikę leczenia cielesnych i psychicznych niedomagań ludzkich. Głosił wręcz coś odwrotnego: „Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). To nie znaczy, że Chrystusowi nie zależało na cudach. Kościół zna dwojakiego rodzaju cuda: fizyczne i moralne. Owszem, Jezus czasami posługiwał się uzdrowieniami i wypędzał złe duchy w spektakularny sposób, ale tylko po to, by ułatwić ludziom słuchanie Bożego słowa – „spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawiać wierzących” (1 Kor 1,21). Cud moralny to przyjęte zbawienie.

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze kwartalnika PASTORES 94 (1) Zima 2022.








Pastores poleca